Zatem kontynuując moje przygody onanistyczne :)
Po miłym początku wpadłem w wir onanizmu. Zabawiałem się codziennie, ba, kilka razy dziennie. Mój mały był w ciągłej obróbce. Przyjemność z jego tarmoszenia, onanizowania, czy jak się wtedy to mówiło branzlowania była tak wielka, że mimo braku wytrysków stało się to moją obsesją, nawet życiem.
Zaczynała się pojawiać sperma, Z początku mała, wodnista aż wreszcie strzelałem białą śmietanką. Próbowałem jej - smak jakiś dziwny, trochę "drętwy" ale było to podniecające.
Onanizowałem się wszędzie, choć oczywiście nie eksponując tego. Nikt, a w każdym razie tak myślę, tego nie widział.
Wielką przyjemność sprawiała mi masturbacja w wannie wypełnionej ciepłą wodą. Waliłem się pod wodą - tzn. mały był branzlowany pod wodą. Niesamowitym efektem i odczuciem był wytrysk spermy do wody. Wyglądało to jak wybuch wulkanu. Myłem się potem w tej zaspermionej wodzie i z dziwną przyjemnością wyciągałem kłaczki spermy z moich włosów, ścierałem z ciała. Potrafiłem spuszczać się kilka razy w czasie jednej kąpieli.
Pamiętajcie - miałem wówczas jakieś 11 lat :) a byłem już wytrawnym onanistą.
Niestety... Byłem Onanistą samotnym. Już nie spotkałem więcej mego Mistrza w tej dziedzinie. Swoją drogą ciekawe, co on teraz robi i czy został przy tym pięknym hobby :)
Kolegowałem się wówczas z młodszym ode mnie chłopcem. Młodszym jakieś 3 lata - miał 8 lat i miał na imię Tomek.
Pokazałem mu jak się zabawiam i zacząłem, za jego zgodą, zabawiać się jego maluszkiem, kŧóry miał normalną erekcję i po jakimś czasie ćwiczenia go, zaczynał stawać się wilgotny. Nauczyłem małego Tomka onanizmu i czasami razem się zabawialiśmy. Jak już jak stary Onanista, on trochę bardziej niezdarnie ale też powoli stawał się fanem tego najpiękniejszego w świecie zajęcia...
espanol86Robiłem to samo w wannie co Ty. Ja zacząłem mając lat 13. Pierwsze zdziwienie, gdy coś po ponad półtoragodzinnej zabawie nocą pod kołdrą wystrzeliło mi z penisa- pierwszy raz zobaczyłem spermę.:)